![]()
"Niepozorny barek serwujący głównie ryby, chyba najlepsze w Warszawie". Sam lokal nie dość, że "mały", to jeszcze "bez wyrazu". Ale "to nie przeszkadza nikomu, kto poznał to miejsce". "Przychodzą tu biznesmeni dziennikarze i ludzie młodzi" na "świetne i niedrogie żarcie"...
![]()
![]()
Moc pochwał za jakość jedzenia, szczególnie za grill i duży wybór; potrawy są tak dobre, że nie zwraca się uwagi na pozostałe parametry; "dużo jeść i przymykać oczy na otaczającą rzeczywistość"; "jest wiele powodów dlaczego tu przychodzę, wszystkie są wymienione w menu"...
![]()
![]()
Na najlepszy chowder, czyli gęstą zupę rybną, trzeba jechać do Bostonu. Najłatwiej podjechać jakimkolwiek tramwajem do Pławskiej i wysiąść przy Odyńca...
![]()
Wszystko, co dobre, ma swój kres, także dobre restauracje mają to do siebie, że nie są wieczne. Zamiast upadających restauracji powstają nowe i od zera budują swój prestiż, a ulubione zakątki smakoszy przechodza do wspomnien i legend...
![]()
![]()
O Bostonie, kultowym w pewnych kręgach barze na rogu Odyńca, Pławskiej i Okólskiej, pisał przed kilku laty w "Magazynie" Piotr Bikont. Był to felieton sentymentalny, relacjonujący przypadki pewnego Amerykanina z Nowej Anglii, który próbował założyć w Warszawie gastronomiczny interes życia. Szybko dał jednak za wygraną, lokal sprzedał a sam wrócił do rodzinnego Bostonu...

